Autor Wątek: Bić dzieci tak, żeby nie było śladów?  (Przeczytany 2420 razy)

Offline wujcio Mariusz

  • Administrator
  • ******
  • Wiadomości: 120
    • Polska Historia Rodu DELUGA
Bić dzieci tak, żeby nie było śladów?
« dnia: 2009.12.26 / 15:02:39 »
Coraz więcej słyszy się o przemocy w rodzinie.
Aby problem rozwiązać, w różnych krajach wprowadza się proste (nie znaczy dobre) rozwiązania prawne. Generalnie, rozwiązania te sprowadzają się do tego, aby dzieciom nadać nowe prawa, ograniczając tym samym zaufanie w stosunku do znakomitej większości pełnoprawnych obywateli-rodziców.  ::)
Polskie prawo, podobnie jak w większości chyba krajów, nakłada odpowiedzialność za zachowanie dzieci na rodziców. Jednocześnie daje dzieciom do ręki oręż, czego konsekwencje są dalekosiężne. Nie skomentuję tu już absurdu wynikającego z faktu, że jeśli dziecko zgłosi fikcyjny przypadek znęcania się, to jest to w świetle naszego prawa przestępstwo. Jednak za popełnienie przestępstwa przez dziecko, odpowiadają rodzice... tak, tak, właśnie ci rodzice, którzy boją się na to dziecko głośniej krzyknąć - bo ono może za chwilę złożyć na nich donos na policji. Tym samym, koło absurdu się tu zamyka. Nic dodać nic ująć - hyba jedynie to, że na głupotę ustawodawcy nie ma rady, a ten który to wymyślił powinien sam wychowywać najgorsze dzieciaki, które potrafią nawet spuścić lanie belfrowi w szkole. :(
Słyszałem opinię, że ci co lubią bić dzieci będą to robić dalej, tyle że teraz tak, aby nie było śladów. Horror... .
Niech ktoś nie pomyśli przypadkiem, że ja propaguję bicie dzieci. Wręcz przeciwnie!  8)
Jednak uważam, iż takie rozwiązania, które są zwyczajnie najwygodniejsze dla "przepracowanego" siedzeniem na dupach parlamentu i przy tym jedynie maskujące problem, w rzeczy samej są niezwykle niebezpieczne społecznie. W tym przypadku główny problem, który ja nazywam powszechnym brakiem umiejętności świadomego wychowywania dzieci, i tak ciągle pozostaje nie rozwiązany.
Przypadki skrajne, patologiczne, wściekle nagłaśniane przez szukające sensacji media, nie powinny tu owocować w tak nieprzemyślane uregulowania prawne, poddające w wątpliwość miłość macierzyńską i dobre intencje znakomitej większości kochających swoje dzieci rodziców.
Może zamiast takich wygodnickich, a niebezpiecznych społecznie nakazów i zakazów, lepiej byłoby zająć się powszechną edukacją przyszłych rodziców już na etapie szkoły powszechnej, w miejsce mniej istotnych zajęć. Przecież o potrzebie gruntownej reformy polskiego szkolnictwa trąbi się od bardzo wielu lat. Jednak do przeprowadzenia poważnych zmian potrzebny jest dobry pomysł, dużo zaangażowania i olbrzymi wkład pracy. Dużo łatwiej jest stworzyć pozory że się coś robi, wprowadzając kolejną chorą "regulację" w formie nakazu lub zakazu.
Albert Camus powiedział kiedyś, że "szkoła przygotowuje dzieci do życia w świecie, który nie istnieje".
Czy miał rację? Co Wy na to?